Fragment 6 – „Pamiętnik lesbijki” Eryk Edwardsson


FRAGMENT 6

Wpychanie sobie jednych części ciała w inne


Idziemy na parkiet. On trzyma mnie za rękę i przedziera się przez tłum. Dłoń faktycznie ma spoconą. I ciekawe co jeszcze…

Docieramy na dancefloor i możemy zaczynać. Chwyta mnie rękami w talii, ja zaś oplatam ramionami jego szyję. Jak na szkolnej potańcówce, ale dobra. Oczywiście koleś umie tylko jeden na jeden, no trudno, niech mu będzie. Tańczymy.

Celine pieje to swoje Because You Loved Me, które wykurzyło z parkietu większość ludzi, tak że zostało tylko kilkanaście par. Wojtuś tymczasem korzysta z okazji, jaką przyniósł mu los, i wpija we mnie swoje łapska, szperając po moich plecach, jakby szukał guzika z włącznikiem trybu „namiętna tancerka go-go”.

W okolicy drugiej zwrotki jego prawa dłoń zbliża się na niebezpieczną odległość do mojego pośladka, a po kilku kolejnych linijkach tekstu wyraźnie rozgaszcza się na moim tyłku, badając jego sprężystość. Teraz Wojtuś próbuje złapać moje spojrzenie w dość oczywistym celu. Jak mu się uda, odważy się na pocałunek. Odwracam zatem wzrok i niby się do niego przytulając, umieszczam głowę między jego szyją a barkiem.

Czekam cierpliwie, aż Celina skończy swoje śpiewy, cały czas próbując zniechęcić się do plaśnięcia mojemu partnerowi w twarz na zakończenie. Myślę sobie, że nie mam za bardzo powodu, żeby traktować go z taką brutalnością, skoro do tej pory nie okazywałam mu swojego niezadowolenia. Musiałby się wtedy zdziwić i uznać mnie za zimną, postrzeloną sukę.

A jednak muszę się jakoś pozbyć jego towarzystwa… Cóż, powiem mu, że nie, i tyle. Że nie mam ochoty na dalszą znajomość. Mogę wcisnąć mu tekst, że jestem lesbijką i zatańczyłam z nim tylko dla zabawy. Ostatecznie, jestem skazana na wysłanie mu komunikatu sprzecznego z dotychczasowymi. Zielone światło musi się zmienić na czerwone, bez ostrzegawczego żółtego. W końcu to facet, a w dodatku skurwiel, więc niepodobna go przecież zranić. Czym ja się w takim razie przejmuję?

OK. Celinka skończyła śpiewać. Schodzimy z parkietu. On próbuje chwycić mnie za rękę, ale nie pozwalam mu na to.

Słuchaj –mówię. – Sorry, że tak wyszło, ale ja…

Przestraszyłem cię? –pyta zbity z tropu. – Przepraszam, nie chciałem.

Oczywiście, że nie. Jaki łowca chciałby płoszyć sobie zwierzynę?

Nie, wiesz, ja… Ja nie jestem taka, jak myślisz…

To znaczy jaka?

Jestem lesbijką. Wybacz. Chciałam się tylko przez chwilę zabawić twoim kosztem.

Cholera, a co będzie, jak Filip mu powie, że tak naprawdę jestem hetero?… Nieważne. Liczy się tylko to, co jest teraz, a w tym momencie istotne jest dla mnie jedynie to, żeby ten koleś się ode mnie odczepił.

Sorry –rzucam mu na pożegnanie i wracam, niemalże biegnąc, do stolika.

Znikam z jego oczu w tłumie ludzi, przynajmniej tak to powinno wyglądać z jego strony. Typowa scena filmowa. Nie ma się co rozczulać, dla niego to pewnie chleb powszedni.

Wchodzę do sali z drugim barem i docieram do naszej loży. Na kanapie siedzi Pati z tym swoim blondynem i tulą się do siebie. Szybka jest. Zbyt szybka, będzie tego potem żałować, ale nie wtrącam się. Siadam jak najdalej od nich, żeby nie przeszkadzać ani im, ani sobie.

Bóg jeden wie, gdzie się podziała reszta towarzystwa… Kika pewnie tańczy, Kaśka liże się gdzieś w ciemnym kącie z jakimś przygodnie poznanym kolesiem, a Filip? Pewnie wtyka swój jęzor do gardła jakiejś laski, która poleciała na jego bicepsy. Jedynie Mały może wkrótce wrócić i będę mogła zająć się rozmową, by nie myśleć już o Wojteczku.

Siedzę z miną pod tytułem „obrażona na cały świat”, żeby jakiś nowy frajer nie odważył się do mnie przysiąść, i błądzę wzrokiem po sali. Żadnych ciekawych widoków. Mnóstwo ludzi. Wszędzie ludzie, ludzie i nic więcej.

Moje oczy, nieposłuszne woli właścicielki, spoglądają w stronę Pati. Zamykam je. Ale za chwilę znowu się otwierają, żeby ukazać mi ten nieprzyjemny dla mojej duszy widok. Blondyn rozpala swoją namiętność z ozorem w delikatnych usteczkach Pati. Ona wydaje się taka drobna i bezbronna w jego ramionach. Ale przecież tego właśnie chce. Chce tonąć w ramionach mężczyzny i sycić swoją żądzę jego gorącym ciałem.

Zaczyna mi się robić niedobrze, kiedy widzę, jak jego wprawne ręce wędrują po jej delikatnym ciele, jak docierają do wszystkich intymnych zakamarków, do jakich tylko wolno się zapuścić w miejscu publicznym. Widzę, jak jego usta dotykają jej warg, szyi, jak jego nogi splatają się pod stołem z jej zgrabnymi stópkami. Naprawdę mdli mnie. Muszę się czegoś napić. Podnoszę ze stołu jakiegoś drinka i marzę, żeby chociaż na chwilę jego smak skupił na sobie całą moją uwagę, żebym nie musiała na nich patrzeć.

Na próżno odwracam wzrok. Oczy nie chcą mnie słuchać. Zmówiły się z demonami mojej duszy, żeby mnie dręczyć. Wparuję się zatem bezradnie w ten bolesny widok. Jej usta, jej ciało, jej dusza… Wszystko wydane na pastwę obcego mężczyzny, który pewnie okaże się tylko facetem lub, co gorsza, skurwielem.

Jak mnie to rani… Ale dlaczego? To jej życie, może je marnować w dowolny sposób. Dlaczego mdli mnie i chce mi się krzyczeć? Skąd ta rozpacz w moim sercu? Widzę ich razem i zazdroszczę…

Lecz nie jej…

Jemu.

Że może smakować ust Pati, dawać jej rozkosz i otrzymywać to samo w zamian. Że jego palce mogą dotykać płatków jej warg, złocistej skóry i czarnej sukienki, pod którą pręży się filigranowe ciało…

Dosyć! Wstaję od stołu i odchodzę. Dopycham się do baru i zamawiam setkę. Wypijam od razu całą zawartość kieliszka i chowam twarz w dłoniach. Błądzę oczami po błyszczącym wystroju drink-baru, napotykając w końcu swoje błędne spojrzenie w jednym z luster. Wybiegam z tej sali i śpieszę w stronę toalet. Jest mi niedobrze i czuję, jak oblewa mnie zimny pot.

Przy wejściu do ubikacji natykam się na Filipa, który przyssał się do jakiejś blond lali i tłamsi jej cycki swoimi brudnymi łapami, którymi na pewno przed piętnastoma minutami trzymał swojego fiuta, kiedy się odlewał, a których niewątpliwie nie umył. Show me love, show me love, show me love… – załomotały w mojej głowie słowa piosenki, którą ten widok wydobył z labiryntów mojej pamięci.

Tak wygląda miłość? Wpychanie sobie nawzajem różnych części ciała w inne części ciała? Nie! To nie jest miłość! To tylko… Życie.

Filip zauważa moją obecność i odwraca do mnie swój lubieżny wzrok.

Hej, Nati, co tak stoisz? Może chcesz się przyłączyć?

Wycofuję się z korytarzyka wiodącego do toalet, zostawiając Filipa z jego lalką, i błądzę po klubie, próbując odszukać najkrótszą drogę do wyjścia.

Są! Schody.

Wchodzę do szatni, gdzie dym i hałas są mniejsze, i odbieram swoje rzeczy.

Wydostaję się w końcu na zewnątrz, a cisza i powiew świeżego powietrza przywracają moim myślom trzeźwość.

Staję przed perspektywą wędrowania przez skąpane w deszczu i światłach nocy, pełne niebezpieczeństw miasto do zacisznego domu na pokomunistycznym osiedlu.

Zamawiam taksówkę.

Zalewają mnie myśli, których znaczenia nie pojmuję. Deszcz tworzy na mojej twarzy nieprawdziwe łzy, które rozmywają makijaż. Wodonieodporne, nie dość drogie kosmetyki, na jakie tylko stać moich rodziców.

Czekam na taksówkę.

Wracam do domu.

Jestem sama, jestem mokra, jestem… Zaplątana w pajęczynę własnych niedorzecznych urojeń i niezdrowych wyobrażeń…